Przypowieść o skromności i finansach

Wielu współpracowników Andrzeja Dudy powołuje się często na skromność. Jego szefowa sztabu programowego Beata Szydło deklarowała kiedyś w expose, że jej zasady to „pokora, praca, umiar”. Jednocześnie niższe podatki i oszczędne państwo to sprawy, które pojawiały się w programach kandydatów, którzy nie weszli do drugiej tury – Krzysztofa Bosaka i Szymona Hołowni.
Jak wyglądały ta skromność i umiar w praktyce w obozie Andrzeja Dudy?
Podczas kadencji Andrzeja Dudy wydatki państwa, pochodzące z pieniędzy odebranych podatnikom, rosły cztery razy szybciej niż podczas kadencji Bronisława Komorowskiego. Wzrost wydatków w przeliczeniu na mieszkańca w czasie kadencji Dudy wyniósł prawie 1000 zł, w porównaniu do prawie 900 zł podczas kadencji Lecha Kaczyńskiego i nieco ponad 200 zł wzrostu podczas prezydentury Komorowskiego.
Choć członkini sztabu Andrzeja Dudy Beata Szydło uzasadniała przyznane swojemu rządowi nagród hasłem „te pieniądze im się po prostu należały”, to pod presją opinii publicznej członkowie rządu zostali przymuszeni przez kierownictwo PiS do przekazania tych pieniędzy na Caritas. Nagrody wynosiły od 65 100 do 82 100 zł. Czy pieniądze faktycznie przelali? Większość nie pokazała potwierdzeń przelewów.
Zarządy i rady nadzorcze firm państwowych są pełne partyjnych działaczy PiS, którzy mogą tam dobrze zarobić. Przykładowo, firma energetyczna Energa spisała na straty 453 mln zł, czyli całość inwestycji na elektrownię w Ostrołęce, którą chciał budować PiS, ale potem z niej zrezygnował. W 2019 r. prezes Energii i były poseł PiS Jacek Kościelniak zarobił 1,42 mln zł, a wiceprezes Grzegorz Ksepko, działacz PiS z Sopotu, 1,44 mln zł.
W czasie kiedy wielu działaczy partii rządzącej i obozu prezydenta Dudy uwłaszczało się na majątku państwowych firm, wartość wielu z nich spadała. Od wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich w 2015 r. wartość notowanych na giełdzie państwowych spółek spadła o prawie 80 mld zł, czyli o 1/5. Wszystko to jeszcze przed wybuchem kryzysu związanego z koronawirusem.
Choć jeszcze przed pandemią głoszono hasło o „zrównoważonym budżecie” to było ono mitem, a „równoważenie” opierało się m.in. na drenowaniu państwowych funduszy celowych. Prognozowany przed epidemią deficyt sektora finansów publicznych na 2020 r. wynosił 30 mld zł, a po odliczeniu jednorazowych wpływów z podatku od oszczędności emerytalnych Polek i Polaków w OFE aż 50 mld zł. Ponadto, podczas walki z kryzysem i koronawirusem pogłębiono problem ukrywania różnych wydatków państwa w specjalnych funduszach, a więc zasadne są pytania o prawdziwy stan finansów publicznych.
Pseudoprezydent będzie popierać kolejne podatki i podwyżki podatków proponowane przez PiS i nie będzie stać na straży umiary i skromności w finansach naszego państwa.

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on email
Email
Share on print
Drukuj